Aktualności

Między strachem a euforią

money-compass

W przeddzień amerykańskich wyborów prezydenckich na rynkach finansowych daje się dostrzec huśtawkę nastrojów. Trudno się dziwić, skoro ich wynik trudno przewidzieć. Niepewność zaś to stan, którego rynki finansowe nie lubią najbardziej. Trzeba jednak zauważyć, że obawy pojawiające się w chwilach rosnącej popularności Donalda Trumpa nie są zbyt duże i nie objawiają się gwałtownie oraz nie rozkładają się równomiernie. Co ciekawe, najmniej widoczne są na nowojorskiej giełdzie. S&P500 ma za sobą dziewięć spadkowych sesji z rzędu, co dotąd zdarzało się niezmiernie rzadko i jedynie w najbardziej kryzysowych momentach. Zasięg tego ruchu wynosi jednak zaledwie 3 proc. Identyczną serię osłabienia ma za sobą amerykańska waluta w odniesieniu do euro, którego kurs wzrósł w tym czasie o prawie 2,5 proc. Indeksy głównych giełd europejskich straciły w ostatnim czasie po około 4,5 proc., ale część tej zniżki można przypisać czynnikom nie związanym z amerykańskimi wyborami. O prawie 5 proc. w dół poszedł indeks emerging markets. Na tym tle nasz WIG20 z nieco ponad 3 proc. zniżką prezentuje się całkiem dobrze, potwierdzając widoczną od pewnego czasu jego względną siłę.
W przeciwieństwie do czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii, którego wynik był całkowitym zaskoczeniem, można więc powiedzieć, że tym razem, przynajmniej częściowo, ryzyko negatywnego rozstrzygnięcia w USA jest uwzględnione przez rynki. W razie realizacji tego scenariusza, ewentualny szok może więc nie być aż tak duży, jak można by się obawiać w przypadku kompletnego zaskoczenia. Z kolei wariant uznawany za korzystny dla rynków, czyli wygrana Hillary Clinton, może z łatwością poprawić nastroje, a obecne spadki będzie można wspominać jako niezbyt znaczącą korektę.